04
May
09

Kontratyp pozaustawowy, czyli jakim prawem bez sygnału?

Kogo nie złapał videoradar niech podniesie rękę. Tak, pan też podnosi.

Choć większość kierowców zupełnie sie nad tym nie zastanawia, niektórym wydaje się dziwne, że policjanci z telewizji, którzy ścigają pirata drogowego, nie ponoszą odpowiedzialności za swoje przekroczenia przepisów. Otóż sprawa jest zupełnie czysta, jeśli jadą za piratem “na bombach” – czyli pojazdem uprzywilejowanym, nagrywają, zatrzymują i karają. Spełnili bowiem wymagania art. 53 PoRD, który stanowi:

Art. 53. 1. Pojazdem uprzywilejowanym w ruchu drogowym może być pojazd samochodowy:
(…)
3)   Policji,
(…)
2. Kierujący pojazdem uprzywilejowanym może, pod warunkiem zachowania szczególnej ostrożności, nie stosować się do przepisów o ruchu pojazdów, zatrzymaniu i postoju oraz do znaków i sygnałów drogowych tylko w razie, gdy:
1)   uczestniczy:
a)  w akcji związanej z ratowaniem życia, zdrowia ludzkiego lub mienia albo koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa lub porządku publicznego albo
b)  w przejeździe kolumny pojazdów uprzywilejowanych,
2)   pojazd wysyła jednocześnie sygnały świetlny i dźwiękowy; po zatrzymaniu pojazdu nie wymaga się używania sygnału dźwiękowego,
3)   w pojeździe włączone są światła drogowe lub mijania.

Przy czym warunki 1-3 muszą być spełnione łącznie.

Co jednak, jeśli – tak jak wielokrotnie doświadczyli tego kierowcy łapani przez superbohaterów z programu “Uwaga, pirat!” – pojazd w którym znajdują się funkcjonariusze idzie za piratem pełnym ogniem przez kilkanaście nawet kilometrów, nie emitując żadnych świateł ani dźwięków? Zastanowił się nad tym nawet pewien komendant z Bydgoszczy i doprowadził do ukarania winnego. Ale to zrobiła policja policji. A co może zwykły użytkownik drogi, który widzi policjantów bawiących się w Bullittów na publicznych drogach?

Niewiele – ponieważ najprawdopodobniej, nawet jeśli złoży skargę, to odbije się od pisma w rodzaju poniższego:

Spróbuję jednak podważyć te mądre tezy naczelnika Zalewskiego.

Co do istnienia zjawiska o nazwie “kontratyp” nie ma dyskusji – bo istnieje (i wyklucza odpowiedzialność jeśli działanie np. mieści się w ramach obrony koniecznej – niestety o tym czy ją przekroczono, czy nie decyduje już zawsze indywidualnie sąd, więc po prostu zalicza albo nie zalicza działanie do kontratypu – i często miewa z tym kłopoty. Czyli istnieje zasada pozwalająca zwolnić z odpowiedzialności, ale o jej zastosowaniu decyduje sąd).

Kontratyp, krótko mówiąc, opisuje okoliczności, w których działanie zwykle podlegające karze, nie jest uznawane za czyn zabroniony.

Natomiast jest istotne pytanie, czy istnieje zjawisko “kontratyp pozaustawowy”. Argumentacja za jego istnieniem powołuje się na “zwyczaj”, czy “działanie w ramach obowiązków”. Rozłóżmy tę argumentację na łopatki:

  • Polska jest krajem prawa stanowionego. Przepis obowiązujący może pochodzić tylko i wyłącznie z ustawy (włącznie z zasadniczą). Nie ma prawa zwyczajowego*. Karać wolno tylko i wyłącznie za czyny ustawowo zakwalifikowane jako podlegające karaniu. Co do tego nie mamy wątpliwości.
  • Skoro karać można tylko na podstawie ustawy, dlaczego o zwolnieniu z karania ma decydować arbitralnie uznawany “zwyczaj”? Rezygnacja z karania jest działaniem z punktu widzenia Państwa znacznie bardziej istotnym niż samo karanie. Mianowicie rezygnując z karania, Państwo firmuje i usprawiedliwa czyjeś działanie, stwarzając wyjątek od obowiązujących reguł, tworząc nową sytuację prawną. Zasada zaufania do państwa prawa nakazuje więc w starciu ustawy ze zwyczajem nie uznawać “zwyczaju”, jako źródła prawa (ba – stojącego ponad ustawą!). Chociażby z tego powodu, że “zwyczaj” to nie tylko “przyjęty, utrwalony sposób postępowania” – ale przede wszystkim sposób “społecznie akceptowany”. Samo przyjęcie i utrwalenie jakiegoś zasadniczo bezprawnego sposobu postępowania nie oznacza, że takie postępowanie będzie oznaczać wyłączenie spod odpowiedzialności karnej.
  • Można z prawdopodobieństwem bliskim pewności stwierdzić, że łamanie przepisów nieoznakowanymi samochodami, które nie dają żadnych oznak bycia pojazdami uprzywilejowanymi nie jest społecznie akceptowane. Nie jest więc tym bardziej “przyjętym zwyczajem” – w sensie szerokiego odbioru społecznego.

Dlatego nie można uznać, że w polskim systemie prawa karnego mogą występować tworzone ad hoc zjawiska “kontratypu pozaustawowego” w ogólności, a w konkretnym, szczególnym przypadku – że jazda już przez sam fakt, że jest wykonywana przez funkcjonariuszy w trakcie służby, nie podlega regulacjom PoRD. Co do “zgadzania się praktyki i teorii” pozwolę sobie mieć również inne zdanie, a ponieważ  moje osobiste jest tu mało istotne, to przywołam “teoretyka” i “praktyka” –  wspominając o fundamentalnej w tych kwestiach książce “Okoliczności wyłączające bezprawność czynu – przegląd problematyki” (wyd. Zakamycze, 2000) autorstwa prof. Andrzeja Marka i sędziego Jacka Satki, która analizuje orzecznictwo Sądu Najwyższego w latach 1918 – 1999 dotyczące tej konkretnej tematyki. Obaj autorzy (a trzeba dodać, że prof. Marek był jednym z członków komisji kodyfikacyjnej prawa karnego) miażdżąco wykazują, że w polskim prawie, które stanowione jest wyłącznie ustawami, nie jest możliwe istnienie pozaustawowego “zwyczaju” zwalniającego z odpowiedzialności – czyli kontratypu pozaustawowego.

Innym, widocznie niezbyt szanowanym przez naczelnika Zalewskiego “teoretykiem” jest autor obowiązkowego dla każdego studenta prawa podręcznika akademickiego “Prawo Karne” (wyd. CH Beck, 2008), prof. Lech Gardocki – który mówi bez ogródek:

Uprawnienie wyłączające przestępność czynu musi być zawarte w ustawie.
Pójdę więc śladem tez wymienionych wyżej autorów i prześledzę ewentualny inny “kontratyp pozaustawowy”, czyli działanie w ramach uprawnień i obowiązków. Otóż, tutaj PoRD jest już w art. 53 jednoznaczne. Pojazd, który w ramach uprawnień (ma uprawnienie do jazdy niezgodnej z przepisami, jeśli spełni warunki ustawowego kontratypu) i obowiązków łamie przepisy, może to robić wyłącznie zachowując warunki opisane w art. 53. Innymi słowy – ten artykuł jest dokładnie opisanym kontratypem ustawowym.

Nawet, gdyby przyjąć że istnieje “kontratyp pozaustawowy” (głęboko się nie zgadzam z tym, żeby takie zjawisko miało w Polsce prawo istnieć, śladem wielu znających się na rzeczy przedstawicieli nauki), to musi niestety polec w starciu z ustawowym zapisem kontratypu. Jeśli ustawa się odnosi do tej konkretnej sytuacji jazdy wbrew przepisom i opisuje warunki, jakie trzeba spełnić, to żaden naczelnik nie ma żadnej możliwości dyskutowania z ustawą za pomocą teorii o “kontratypie pozaustawowym” zwyczajowego pochodzenia.

* – oczywiście, zdarzają się zwyczaje, które przenikają do prawa, ale stają się nim dopiero po skodyfikowaniu i zawarciu w ustawie! (np zasiedzenie – klasyk zwyczaju, który stał się prawem).

Zainspirowane przygodą Elberotha, z podziękowaniem dla tr433era.

FaceBook Share
 

0 Responses to “Kontratyp pozaustawowy, czyli jakim prawem bez sygnału?”


  1. No Comments

Leave a Reply

You must login to post a comment.




last.fm

NetworkedBlogs


Use OpenDNS