Pierwsza i druga eliminacja WPP

Jeszcze na dwa dni przed pierwszym treningiem obowiązkowym do WPP byłem w niezłej rozsypce, ale jakoś się udało wszystko na ostatnią chwilę zrobić (zgłoszenie podbić 350 km od miejsca, w którym je trzeba w tej samej chwili oddawać, trzymając cztery opony jedną ręką zmieniać drugą dwa koła naraz itd). Więc było tak:

W piątek na siódmą rano miałem dojechać na Badanie Techniczne oraz Odbiór Administracyjny. Wyjechałem o ósmej. Godzina taśtania Range Roverem lawety z BMW upłynęła w miarę bezboleśnie, więc już niedługo po dziewiątej, na Torze Poznań zameldowała się takowa wesoła gromada:

DSC00155.JPG

Gromada została skierowana przez kierownictwo wyścigów na teren o wysokim ryzyku zabagnienia w razie deszczu (nadająca się do serwisowania samochodu nawierzchnia utwardzona bitumicznie zarezerwowana jest dla królów życia poruszających się statecznie po torze pojazdami Ferrari oraz Porsche tudzież licznych hostess ich oraz kolegów) i tamże rozłożyła swoje zasoby, składające się z dwóch kompletów kół, do tychże kół jednego klucza oraz dobrego samopoczucia. Zaraz potem miały być kwalifikacje do wyścigu, więc powinno było zacząć lać. Pogoda nie zawiodła i lać zaczęło.
Zmiana kół ze zdartych slicków na (akurat całkiem niezłe) deszczówki w tej atmosferze była dość nerwowa, w szczególności z braku jakiegokolwiek podnośnika, ale się jakoś udało – w cztery osoby przez 40 minut. Gorzej z jazdą w czasówce, bo nie dość, że trafiłem na nią z piętnastominutowym opóźnieniem, to jeszcze szyby parują jak cholera, nic nie widać, wycieraczki nie nadążają, a Seicento przezroczyste też nie są i nie pozwalają zrobić czystego okrążenia. Generalnie wyglądało to źle-slesz-bardzo-źle, ale psim swędem udało się wbić w ostatnich 30 sekundach na jedno szybkie (i bardzo mokre)  kółko. W efekcie do pierwszego wyścigu startowałem z drugiej pozycji za Evo IX, które było w całym tym zestawie wynalazków najlepszym samochodem do jeżdżenia kwalifikacji na mokro.
Wyścig był w sobotę i już nie padało. Z powrotem do auta trafiły slicki, Kuba spuścił z nich dużo powietrza i kazał jechać według tajnych wskazówek. Od strony sportowej wyglądało to tak, że poszedłem łychą za Evo (o ile to możliwe przy dwukrotnej różnicy mocy), a następnie minąłem już Evo na pierwszym lewym, czyli Sławiniaku, bo stało, że zacytuję Maurycego Kochańskiego “w poprzek toru, tyłem do kierunku jazdy”. Potem po dłuższej walce puściłem w końcu przodem Hellwiga (słowo kluczowe: “puściłem”), który ma o połowę więcej koni i dojechałem jako drugi. Fanfary, autografy, wizyty w zakładach pracy.
Następnego dnia rano, czyli w niedzielę, nie było specjalnie inaczej. Może poza tym, że technologię wymiany opon posunęliśmy do przodu tylko w niewielkim stopniu, natomiast istniało poważne ryzyko, że będzie padać. Najpierw prognoza mówiła że o 16:00 (wyścig o 16:30), potem że o 17:00, potem że sama nie wie… Postawiliśmy na jedną kartę i pojechaliśmy na slicku (alternatywnym tłumaczeniem takiej decyzji jest “nie chceeee mi sięęęęęęęę…”). Decyzja była jednakowoż trafna. Wyścig sam miał przebieg następujący: ponieważ tym razem Hellwig poszedł bombą na kwalifikacjach, to ja byłem na nich drugi a trzecie Evo (które było w całym tym zestawie wynalazków dość słabym samochodem do jeżdżenia kwalifikacji na sucho). Rzecz jednak w tym, że Hellwigowa 635csi ma lipny start, natomiast Evo Bartka ma start atomowy, więc ktoś tu kogoś mógł przytrzymać… I przytrzymał. Wykorzystawszy przewagę (mniejszej) masy na starcie wpakowałem się w Babę Jagę tuż przed Hellwigiem, który trzymał za sobą Evo, a sam chciał po zewnętrznej. Nie docenił moich niedogrzanych opon, które nie trzymały jeszcze jak należy. W wyniku tego zamknąłem mu zewnętrzną (bo mnie wysrywało, na zewnątrz oczywiście) i w przeciwprostą poszedłem jako pierwszy, z bombowcem-hellwigowcem na plecach. W Sławiniaku Hellwig postanowił poprawić ewidentny błąd w klasyfikacji i przy okazji pokazać kto to na dzielni rządzi, jednak po pierwsze – nie spodziewał się, że moje auto ma wciąż niedogrzane opony, a po drugie – przyznam że bezczelnie pojechałem grzecznie od wewnętrznej, dałem mu się przez chwilę podjarać a potem zamknąłem przed nim zewnętrzną, wysyłając do piaskownicy. To wszystko w miarę ładnie widać na obrazku w 0:48:

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Skoro z Hellwigiem było już pozamiatane, skupiłem się na uciekaniu Evo przez kilka okrążeń, co postarałem się ująć w język kina na filmiku poniżej:

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Lepiej powyższą akcję widać na tym pierwszym z filmów w okolicach 4:40.

Oczywiście Evo ma taki dopał, że w końcu mi odjechało, Hellwig pojawił się na czas jaki w lusterkach (nie wiem dlaczego, ale jego fura kojarzy mi się z Hegemonem z Kajka i Kokosza, w związku z czym na prywatny użytek nazywam go “Hegemon”)  ale potem zwolnił. Jak się okazało w zabytku poszły paski i wszystkie temperatury wybrały się zwiedzać nieznane do tej pory końcówki skali. Moja druga pozycja była niezagrożona. Zostało 2/3 okrążenia do końca, gdy pokazała się na desce lampka ciśninia oleju. Noga z gazu i modlitwa przez minutę i 17 sekund – byle dojechać…

Dojechał. Efektem weekendu są dwa drugie miejsca, współliderowanie klasyfikacji i generalnie nieźle jest. W silniku odkręciła się nakrętka mocująca zębatkę pompy oleju, w wyniku czego ciśnienie zniknęło. Po rozebraniu wiadomo póki co, że wałki rozrządu są całe i jest nadzieja, że wał też. Jeśli się uda, opędzimy się nowymi panewkami. Jeśli nie – szukam wału.

Oczywiście nie byłoby występu bez podziękowań, więc dziękuję za wielką pomoc 4turbo, Azraelowi, Bartkowi, Kubie, Michałowi, Pawłowi, Rafałowi i Sławkowi.

Dla osób wyjątkowo odpornych i z nadmiarem wolnego czasu – pełny onboard drugiego, niedzielnego wyścigu z bajerancką telemetrią, wysmyczony za pomocą Racelogic Videovbox Pro, dzięki uprzejmości 4turbo :

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

FaceBook Share
 

Leave a Reply