Trudno mówić o podstawowej wrażliwości w biznesie, bo w takim zdaniu pojawia się okolicznik “w biznesie” – nie występujący ze słowem “wrażliwość” w jednym zdaniu. Ale pal sześć – skoro nie wrażliwość, to chociaż profesjonalizm.
Lubię dowiadywać się o poważnych wydarzeniach w branży choćby mailem, a nie z fejsbunia, ale OK – nie zawsze działy PR opanowane są przez bezwzględnych profesjonalistów działających jak niemieckie obrabiarki sterowane komputerowo. Tym bardziej przeraża mnie fakt, że na trzy zbadane “portale” motoryzacyjne, trzy opublikowały jako breaking news dokładnie taką samą treść. To zapewne press-release, który do mnie nie dotarł, jako do mało zainteresowanego. W dodatku zostały za to poklepane po plecach przez importera i podrapane za uszkiem. Na fejsbuniu. Może lepiej to wszystko p..nąć i zająć się robieniem kompletnych głupot zamiast spędzać noce w studiu graficznym i cyzelować pracowicie kolejne okładki?
Jak wie człowiek obyty – w biznesie – żeby wyjąć, najpierw trzeba włożyć. Na przykład informację. Inaczej wszyscy traktują się jak idiotów. Producenci – dziennikarzy, dziennikarze – słuchaczy i czytelników, czytelnicy i słuchacze – dziennikarzy i producentów. To ostatnie zestawienie przyłożyło mi swoją banalnością w zeszłym tygodniu, gdy utytułowany naukowo znajomy znajomego podesłał temu ostatniemu linka do artykułu, który przygotowywałem przez dwa miesiące przekopując się przez setki źródeł i odpytując mailowo kilkanaście trudnodostępnych osób z otoczenia bohatera mojego artykułu. “Dobre, ale pewnie tylko przetłumaczone i podpisane”.
Morał? Nawet inteligentni i mądrzy ludzie nie wierzą dziennikarzom. Przyzwyczaiła ich do tego jakość otrzymywanej od nich informacji. A oni otrzymują ją ze źródeł, które chwalą wtedy, gdy press-release zostanie przeklejony expressis verbis jako informacja własna. Wtedy w biznesie słupki się zgadzają.
Wysokie standardy dziennikarstwa w XXI wieku
Reply