
Ślad (nieekologiczny)
W zeszły czwartek, czyli 30 października, słuchałem jadąc w nocy samochodem “wieczoru w moim ulubionym radiu”, specyficznie audycji Let’s Talk. Gościem była pani z WWF, która opowiadała jakieś nieprawdopodobne rzeczy na temat rychłej zagłady, jaka nas czeka, jeśli nie zaczniemy natychmiast płacić więcej za prąd, benzynę (tzn. podróżować należy pieszo, ewentualnie z innymi spoconymi pasażerami, benzyna to chyba do kosiarki… ups, znowu źle – trawa przecież czuje!), i w ogóle zachowywać się zgodnie z tezą WWF, że życie na Ziemi wkrótce się na nasze życzenie skończy, więc przedłużmy sobie cierpienia; przy okazji płacąc korporacjom dostarczającym energię za dopust Boży narodzenia się w obecnych czasach i na lokalnej planecie. Do tego – razem z Kamilem Dąbrową – Pani wylała morze łez nad nieistniejącymi jakoby holenderskimi lasami, uznała ustrój postindustrialny za jedyną przyczynę nieszczęścia i nie zająknęła się nawet o tym, że 95% światowej emisji straszliwego CO2, które powoduje “efekt cieplarniany”, to naturalny efekt uwalniania tego gazu z oceanów. Niestety oceanów nie można opodatkować, za to użytkowników samochodów tak, więc z czegoś nieefektywne rządy mogą utrzymywać kretynów w bankach inwestycyjnych.
Aż mnie cholera brała, żeby zadzwonić do Pani i zapytać, gdzie był WWF podczas ostatniego wielkiego zlodowacenia i dlaczego się tym nie zajął, starając się mu zapobiec równie ambitnie, jak próbuje to zrobić w przypadku kolejnego, w miarę regularnego w historii Ziemi wahnięcia temperatury. Niestety telefony przewidziane były na poźniej (skądinąd, zgodnie z moimi oczekiwaniami były dość histerycznie pro- i kontraekologiczne), więc z dyskusji z Panią nici.
Jako dowód na to, że każdy mieszkaniec Ziemi (poza niektórymi środkowymi Afrykanami oraz innymi ludami nie korzystającymi ze zdobyczy techniki XIII wieku n.e.), Pani podała, że na człowieka przypada 2.1 hektara Ziemi, i jeśli zużywamy zasoby z większej powierzchni, to jedziemy na pożyczonym, którego nie mamy jak oddać, normalnie jak Lehman Brothers. No i jest specjalny kalkulator, który stwierdza, że przeciętny Amerykanin zużywa 9,2 ha (nie dziwne, naród kredytobiorców), Polak coś pod 4 hektary, a Afrykanin – 1,4 ha. Wniosek z tego, że spokojnie Afrykańczycy na nas zarabiają, i nie ma co się martwić!
Pomijam idiotyczność tego wskaźnika, nie biorącą pod uwagę rozkładów gęstości zaludnienia, efektywności wykorzystywania zasobów per capita, czy takiego detalu, że powierzchni Ziemi nie przybywa (poza |bezleśną Holandią”, oczywiście), a ludzi – owszem, więc ten wskaźnik jest bezużyteczny. Mnie wyszło 6,9 ha, więc jeśli chcecie się poznęcać nad WWF, albo uspokoić sumienie (serio, myślałem, że jest wyrazem oszczędności i proekologicznej troski latanie samolotem, ktory w przeliczeniu na 1 transportowaną osobę wydziela najmniej CO2 ze wszystkich środków transportu spalinowego, a każdy kilogram gazu sowicie opłacony został w bilecie jako jeden z istotnych składników jego ceny), niech sobie zrobi ten test. Nazywa się ten wskaźnik “śladem ekologicznym”, a wyliczyć go można tutaj.
Ps. podobno niejaki Piasek, jak się dowiedział, że ma ponad 4ha “śladu”, to się wręcz skichał ze strachu i podjął pionierskie zobowiązania. Ja nie wiem, z czego można się jeszcze ograniczyć, żeby mieć mniej niż 6.